Zaledwie złoty drucik słońca

Podrapał mnie leciutko w nos
Wypadam z wyrka w dzikich pląsach
I śpiewam już na cały głos
Gołębie o parapet dzwonią
Pianino w kącie samo gra
Myśli stadem gonią
Ruszaj zadem, szkoda dnia
Ty goń swój fart
Przecież jesteś tego fartu wart

Więc ruszaj bryłę świata z posad
Jak głosi szlagier z dawnych lat
Czy mundur masz od Hugo Bossa
Czy z trzeciej ręki parę szmat
Do przodu, ile pary w garach
To nic, że coraz większy tłok
I wiem, że się postarasz
Dla Ciebie jest ten rock
Ty goń swój fart
Przecież jesteś tego fartu wart

Niewierni, wierni i koszerni
Dziś płynie w żyłach jedna krew
Hippisi, mnisi i pancerni
Niech się w was obudzi lew
Jedno pragnienie, jedno brzmienie
Nie ma znaczenia w dur, czy w moll
Niech toczą się kamienie
Niech się święci rock and roll
A ty goń swój fart
Przecież jesteś tego fartu wart









Jeszcze zima, ptaki chudną, 

chudym ptakom głosu brak.
W krótkie popołudnia grudnia
w białej chmurze milczy ptak.
Jeszcze zima, dym się włóczy,
w wielkiej biedzie żyje kot
i po cichu nuci, mruczy:
kiedy wróci trzmiela lot...

Pod śniegiem świat pochylony,
siwieje mrozu brew.
To pora zmierzchów czerwonych,
to pora czarnych drzew.
A wiatr w kominie śpi, bo ciemno.
A ja? Co ja? Co będzie ze mną?

Jeszcze oczy ci rozjaśnia
moje słowo i mój gest.
Jeszcze świecę ci jak gwiazda,
ale to już nie tak jest.
Jeszcze tyle trzeba przebyć
niewesołych, bladych zim.
Czy nam zimy wynagrodzi
letnich ognisk wonny dym?

Pod śniegiem świat pochylony,
siwieje mrozu brew.
To pora zmierzchów czerwonych,
to pora czarnych drzew.
A wiatr w kominie śpi, bo ciemno.
A ja? Co ja? Co będzie ze mną?