Przed lokalem już czeka taryfa,

a w lodówie gorzała się chłodzi.
Nie zawołasz na pomoc szeryfa,
akcja toczy się w mym mieście Łodzi.
Nie tankuje za ostro przy barze,
biznes ma swoje prawa surowe.
Po kawałku dostają bramkarze
i układy mam zawsze bankowe.
Gejsza nocy tego miasta to ja,
zna mnie Maxim i Centrum i Grand,
tylko władza mnie nie zna bo ja
działam zawsze po cichu bez grand.
Z mety w jęku zagajam rozmowę,
nie naciskam, nie idę na chama.
Lepiej czasem zarobić połowę,
niż z towarem się chować po bramach.
Dla mnie szczęście ma kolor zielony,
więc pozdrawiam dziś właśnie ciebie.
Mój papierku portretem zdobiony,
czuj się w moim portfelu jak w niebie.
Gejsza nocy tego miasta to ja,
zna mnie Maxim i Centrum i Grand,
tylko władza mnie nie zna bo ja
działam zawsze po cichu bez grand.
Kim ty jesteś, nie pytam, bo po co,
mnie wystarcza twa moc dewizowa.
Muzo moja, spotkana nocą,
miła moja waluto bądź zdrowa.
Przed lokalem już czeka taryfa,
a w lodówie gorzała się chłodzi.
Nie zawołasz na pomoc szeryfa,
akcja toczy się w mym mieście Łodzi.
Gejsza nocy tego miasta to ja,
zna mnie Maxim i Centrum i Grand,
tylko władza mnie nie zna bo ja
działam zawsze po cichu bez grand.
Gejsza nocy tego miasta to ja ...









Autobusy zapłakane deszczem

wożą ludzi od siebie do siebie,
po błyszczącym mokrym asfalcie,
jak po czarnym gwiaździstym niebie
Od tygodnia leje w mym mieście,
ścieka wilgoć po sercu i palcie,
z autobusu spłakanego deszczem
liczę gwiazdy na mokrym asfalcie.

Do łezki łezka,
aż będę niebieska
w smutnym kolorze blue,
jak chłodny jedwab,
w kolorze nieba
zaśpiewa kolor blue.

Autobusy zapłakane deszczem
jak ogromne polarne foki,
wyszukują w deszczu swe miejsca
wydmuchując pary obłoki.
Po zmęczonych grzbietach ich dreszczem
przelatują neonów błyski,
autobusy zapłakane deszczem
mają takie sympatyczne pyski.

Do łezki łezka...

A gdy padać przestanie w mym mieście,
gdzie się ze swoim smutkiem pomieszczę,
autobusem zapłakanym deszczem
tam pojadę, gdzie pada wiecznie.

Do łezki łezka, aż będę niebieska...